Zobacz mnie na GoldenLine

Jestem Profeo

darmowe liczniki

Blog > Komentarze do wpisu

Czy jesteśmy gotowi na partnerstwo lokalne?

W swoim ostatnim wpisie na Makroskopie Edwin Bendyk wspomniał o IT Dashboard. Jest to narzędzie służące do monitorowania przez obywateli USA rządowych wydatków na administrację. Zbierane tam dane są niepełne, dlatego każdy aktywny obywatel może je uzupełnić (lub chociażby dla wygody kolejnych czytelników po prostu otagować) korzystając z platformy Transparency Corps.

Autor wspomniał przy okazji o podobnym portalu pod nazwą Moja Polis, który na jesieni wystartuje w Polsce. Moja Polis ma być interaktywnym systemem monitoringu partnerstwa lokalnego i rozwoju aktywnych społeczności lokalnych. W założeniu służyć ma wzmacnianiu partnerstwa lokalnego, a także współpracy pomiędzy organizacjami pozarządowymi i jednostkami samorządu terytorialnego. W serwisie mają się znaleźć rozmaite dane i statystyki na temat poszczególnych terytoriów, a także społeczności lokalnych żyjących w danym regionie, czy subregionie Polski. Serwis ma być także głównym źródłem informacji dla instytucji zajmujących się tworzeniem strategii rozwoju i oceną projektów służących rozwojowi lokalnemu.

W ramach projektu przeszkoleni zostaną przedstawiciele samorządów, głównie w kwestii współpracy z lokalnymi NGO-sami. Społecznościom lokalnym udostępnione zostaną narzędzia diagnostyczne oraz specjalny podręcznik na temat możliwości lepszej kontroli społecznej projektów. Potem z tej współpracy zostaną sporządzone statystyki, a wypracowany model ma służyć polskim gminom i powiatom w przyszłości.

Wszystko to brzmi bardzo ciekawie, ale trzeba zadać sobie jedno, podstawowe pytanie: czy znajdą się w tych gminach zainteresowane tego typu programem osoby? Czy tam już mieszkają obywatele? Mam mieszane odczucia. Jako redaktor naczelny lokalnego magazynu miałem przyjemność uczestniczyć rok temu w cyklu konferencji poświęconych partnerstwu lokalnemu. Cykl obejmował wdrożenie programu partnerstwa na terenie powiatu, rozwój lokalnego kapitału społecznego i "beczki" zasobów społeczno-gospodarczych. Podczas konferencji wszystko wyglądało bardzo fajnie - wykresy, masa pomysłów, plany na przyszłość (na koniec odbyły się prezentacje grup na temat kierunków rozwoju).

Obywatelskie nastawienie i nastrój aktywności społecznej mijał zazwyczaj z chwilą opuszczenia miejsca konferencji. W spotkaniach brali udział samorządowcy,  wybrani przedsiębiorcy, przedstawiciele NGO-sów. Wiem, że to oni będą "ciągnąć" ten rozwój do przodu, ale jednocześnie w gminach cały czas widoczny jest brak jakiejkolwiek (z małymi wyjątkami) aktywności wśród obywateli. Prezentują oni często swoistą, typowo jeszcze polską "niezależność" - niezależnie, jakie propozycje zmian pojawiają się na horyzoncie, zawsze jest okazja, by ponarzekać.

A jest co monitorować. W mojej gminie po cyklu konferencji wykluła się tzw. lokalna grupa działania, która pozyskała całkiem pokaźną sumkę funduszy europejskich do rozdziału między tymi mieszkańcami gminy, którzy wykażą się aktywnością i zaprezentują plan rozwoju - czy to na obszarach wiejskich (turystyka, rekreacja), czy w mieście (imprezy kulturalne, małe przedsiębiorstwa). Z drugiej strony, samorząd otrzymał równie sporą dotację na budowę kanalizacji w mniejszych miejscowościach na terenie gminy. Aż prosi się, aby to wszystko było pod społeczną kontrolą. Jednak gros mieszkańców "w ogóle nie interesuje się polityką" , a przecież chodzi tylko o uporządkowanie własnego podwórka.

Wszystko zaczyna się od małych rzeczy. Skoro mieszkańcy bloku nie potrafią na komitecie osiedlowym dojść do porozumienia i wypracować jednolitego stanowiska w sprawie - czy na wiosnę malujemy klatki, a jesienią wymieniamy chodnik, czy może odwrotnie - to nie ma mowy o jakiejkolwiek kontroli. Można tylko wejść na lokalne forum i poczytać, kto komu i ile posmarował w urzędzie, w wyniku czego "dostał kasę z UE".

"Kilka sposobów na niemożliwość, czyli krótki poradnik dla tych, którzy nie wiedzą, że nic nie da się zrobić" Stefana Bratkowskiego powinien być rozdawany wszystkim mieszkańcom gmin, zanim wdrożony zostanie jakikolwiek program monitoringu partnerstwa lokalnego. Książeczka jest krótka, ale treściwa. Wielkie zmiany zaczynają się od malutkich porządków na własnym podwórku - bez obywateli rozumiejących tę prostą zależność nie możemy mówić o społeczeństwie obywatelskim w Polsce. Które na szczęście powoli się kształtuje.

czwartek, 30 lipca 2009, matesky

Polecane wpisy

  • Stefan Bratkowski radzi

    W jednym z ostatnich wpisów wspomniałem na końcu o małej, ale niezwykle ciekawej pozycji książkowej, w postaci publikacji Stefana Bratkowskiego p.t. "Kilk

  • Soviet mental jest w ZPAV, a nie wśród słuchaczy MP3

    Tegoroczny Kongres Kultury Polskiej w Krakowie zbiegł się w czasie z głośnym wyciekiem z wytwórni SP Records nowego albumu zespołu Kult. Na dwa tygodnie przed

  • Peerelowski sen o Krzemowej Dolinie

    Mam takie skrzywienie, że z wielkim zainteresowaniem czytam i oglądam wszelkie artykuły, publikacje i magazyny poświęcone naszej rodzimej myśli technicznej okre

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
jajo czy kura z PODRÓŻ W CZASIE
co było pierwsze? obojętność obywateli czy brak wpływu na to co dzieje się w kraju, w ich gminie czy mieście? odpowiedź jest chyba łatwiejsza niż w pytaniu o jajo myślę, że to się będzie zmieniać nie trzeba martwić się na zapas : »
Wysłany 2009/09/10 19:50:58
Komentarze
2009/09/10 20:01:49
to potrwa, ale musi przyjść
powinno się zacząć od budżetów
każdy chętnie zajrzy do wspólnej sakiewki :)