Zobacz mnie na GoldenLine

Jestem Profeo

darmowe liczniki

środa, 23 kwietnia 2008
Dział Wydarzeń serwisu dziennikarstwa obywatelskiego Wiadomości24 wzbogacił się o zakładkę English zone. Jak informuje w swoim wpisie na redakcyjnym blogu jeden z redaktorów W24 Mateusz Aleksandrowicz, jest to efekt współpracy jaką Wiadomości24 mają zamiar podjąć z samym, wielkim... OhmyNews International (anglojęzyczna wersja koreańskiego giganta obywatelskiego)!

Oficjalnymi partnerami obie strony mają zostać w maju. Na czym to partnerstwo będzie polegać? Sekcja English zone ma być miejscem "transferu contentu". Oznacza to, że autorzy W24 będą mogli tam zamieszczać w języku angielskim swoje materiały. Następnie dostęp do nich zyskają ludzie z Korei, a druga strona odwdzięczy się anglojęzycznymi materiałami z OhmyNews International.

Co mogą zyskać autorzy? Przede wszystkim ich teksty, zdjęcia i filmy mają szansę trafić na stronę główną największego portalu dziennikarstwa obywatelskiego na świecie. Poza tym redakcja namawia osoby dobrze znające angielski do pisanie tekstów szkoleniowych n.t. przygotowywania materiałów reporterskich w tym języku. Jest więc szansa podszlifować warsztat w tym aspekcie nie tylko podczas gorącej linii autor-redakcja która cechuje proces publikacji newsa w W24.

Jak napisał Mateusz Aleksandrowicz, English zone ma stać się już niedługo "miejscem ważnym i areną rzeczy wielkich". Ciekawe. Przyznam szczerze, że kiedy pierwszy raz natknąłem się na tę zakładkę myślałem, że będzie to obywatelska tuba przebywającej na Wyspach emigracji zarobkowej utrzymana w stylu gazetowego Londka :) Współpraca z OhmyNews to jednak dla W24 i polskiego dziennikarstwa obywatelskiego coś zupełnie nowego i gorąco kibicuję temu kierunkowi rozwoju portalu.
niedziela, 20 kwietnia 2008
Antyweb poinformował o powstaniu nowego serwisu dziennikarstwa obywatelskiego. Tym razem sieć na sieć postanowił zaciągnąć tygodnik Wprost uruchamiając InfoTubę. To kolejny portal tego typu funkcjonujący niejako "obok" macierzystego serwisu tradycyjnego medium. Na mapie polskiego dziennikarstwa obywatelskiego robi się więc coraz tłoczniej. Mamy Wiadomości24 uruchomione przez Polskapresse, wydawcę m.in Polski i kilku regionalnych tytułów podeń podczepionych jak np. Głos Wielkopolski, czy Gazeta Krakowska. Jest należący do wydawanej przez Agorę Gazety serwis Alert24. Ponadto Interia posiada swoją 360-tkę, a Media Regionalne uruchomiły szereg portali miejskich pod wspólnym szyldem Mojego Miasta. Istnieje oprócz tego moim skromnym zdaniem nieco niedoceniany i słabo rozreklamowany stary wyjadacz w postaci iThink. Zainteresowanie regionalnymi informacjami zdradza też nieśmiało Onet, o czym pisał Tomasz Topa, jednak póki co portal ten nie zdecydował się wpuścić dziennikarzy obywatelskich na swoje łamy. W sferze "obrazkowej" TVN24 udostępnia widzom platformę Kontakt, na którą mogą wysyłać zdjęcia i filmy z ciekawych wydarzeń których byli świadkami.

Mamy więc do czynienia z czymś w rodzaju odrębnego rynku informacji dostarczanych przez dziennikarzy obywatelskich. Na razie jest za wcześnie aby stwierdzić, czy to tylko chwilowa moda i pogoń za trendem. Pewnie nie, bo jest za duże życie na osiedlu, żeby nagle ten segment zszedł na margines. Duże media w Polsce również zrozumiały, że dziennikarze obywatelscy mogą dostarczać wielu ciekawych informacji z terenu i w związku z tym warto o nich zabiegać i z nimi współpracować. Informacje takie coraz częściej trafiają na łamy dużych mediów. Póki co raczej na zasadach wolnej amerykanki. Internet dający możliwość wyrażenia swojego zdania, realizuje także prawo do wolności komunikowania z której na potęgę korzystamy. I tradycyjne media również.

Niekiedy informacje przekazywane przez amatorów nie ustępują, a nawet przewyższają poziomem te tworzone w redakcjach przez zawodowców. Zacieśnienie współpracy z niektórymi amatorami i jasne określenie jej zasad jest moim zdaniem nieuniknione. Być może zawodowcy traktują dzisiaj dziennikarstwo obywatelskie nieco z przymrużeniem oka. Synergia obu tych światów o której pisał Krztysztof Urbanowicz to jednak fakt. Błędne jest zatem myślenie jakie zaprezentował(a) Livio komentując wpis o InfoTubie na Antyweb i twierdząc, że amatorzy nie powinni zabierać chleba wykształconym kierunkowo zawodowcom, a zamiast tego ograniczyć się jedynie do podsuwania tymże tematów. Na szczęście czasy monopolu dużych graczy medialnych na przekaz i kształt informacji dzięki rozwojowi sieci są już za nami.

Duża ilość serwisów zbierających treści od dziennikarzy obywatelskich prowadzić może jednak do "kłopotu bogactwa". Powstaje pytanie - gdzie w takim razie pisać, publikować? Moim zdaniem, skoro informacje (piszę tutaj o newsach z terenu, a nie dumaniu nad przyszłością PZPN) od amatorów zyskują na znaczeniu i wytworzył się swoisty rynek takiej informacji, warto jakoś zagospodarować ten teren. Być może internauci powinni zrzeszyć się w jakiejś Internetowej Agencji Informacyjnej, albo Obywatelskiej Agencji Informacyjnej i tam udostępniać materiały? Powinni mieć też do wyboru określenie statusu takiego newsa - czy zamieszczają go bezinteresownie i każdy może z niego dowolnie korzystać i modyfikować, czy zabezpieczają pewne prawa licencją Creative Commons, czy też mają ich zdaniem tak ciekawy materiał, że zechcą go sprzedać, lub poddać licytacji. To wszystko jednak melodia przyszłości. Póki co jesteśmy na etapie kształtowania tej części mediów i musimy decydować, do kogo pójdziemy dzisiaj w gościnę. Jednak własne lokum to moim zdaniem kwestia czasu. Szczególnie w polskim, zauroczonym siecią społeczeństwie, gdzie każdy ma coś ciekawego do powiedzenia.

Dziennikarstwo obywatelskie polską specjalnością?
czwartek, 17 kwietnia 2008
Chiny nie schodzą póki co z pierwszych (no, może z drugich) stron gazet. Igrzyska w Pekinie coraz bliżej. Nie będę jednak pisał o sytuacji w Tybecie, ani wędrującym z coraz większymi problemami zniczu olimpijskim. Te kwestie są pod stałą obserwacją mediów.

Przeczytałem natomiast ostatnio w Dzienniku ciekawy artykuł o Chinach autorstwa Marka Leonarda, brytyjskiego eksperta od spraw polityki zagranicznej. Wynika z niego, że w Chinach ustrój polityczny skręca w stronę technokratyzmu, gdzie społeczeństwem zarządzają wykwalifikowani fachowcy i eksperci. Co ciekawe, coraz częściej zasięgając opinii obywateli. Chiński politolog Fang Ning porównał demokracje zachodnie do restauracji, gdzie można zamówić jedną potrawę od wielu kucharzy (mając na myśli głosowanie w wolnych wyborach na partie), ale nie mając szans na zmianę jej jakości. Co najwyżej można próbować umiejętności kolejnych szefów kuchni. W Chinach odwrotnie - kucharz jest jeden - Komunistyczna Partia Chin - ale za to w jej ramach można dowolnie dyskutować na temat nowych potraw i ewentualnie "poprosić" o jej przyrządzenie. Chińczycy podobno organizują nawet rady obywatelskie w celu przedstawiania władzom swoich projektów.

Chińscy komuniści omijają w ten sposób wybory, które ich zdaniem niszczą demokracje zachodnie poprzez coraz większy populizm i zamieniają scenę polityczną w teatr. Zamiast tego trzymają społeczeństwo krótko, uwalniając gospodarkę i nie pozostawiając złudzeń co do innych wolności ekspresji politycznej, poza wspomnianymi konsultacjami. Po czym zlecają wykonanie projektów wykształconym (nota bene często na zachodzie) ekspertom. I Chińczykom to wystarcza.

Ciekawe, czy tego typu platforma wymiany myśli co do kierunku rozwoju państwa w szerszej formie miałaby szansę na sprawne działanie w Europie? Konkretniej - czy obywatel będzie miał możliwość nieustannego wpływu na władzę, nie tylko raz na cztery lata? U nas każdy ma swoje zdanie, swoją partię którą popiera, co atomizuje wiele projektów. Cała Unia Europejska opiera się jednak na idei consensusu. Żyjemy co prawda w demokracji przedstawicielskiej, ale wyobraziłem sobie obrazowo parlament przyszłości, w którym głosowanie nad daną ustawą poprzedza szybki sondaż online, a wcześniej społeczne konsultacje. Chodzi o to, że moim zdaniem u nas dyskusja z politykami toczy się głównie wtedy, kiedy jest już "po ptokach", czyli albo jakaś ustawa została wprowadzona, albo przepadła. Potem narzekamy (w Polsce szczególnie!) na brak realizacji obietnic wyborczych.

Taki nowy rodzaj umowy społecznej (umawiamy się, że my wam mówimy "co", a wy myślicie "jak", jako fachowcy, bo po to was wybraliśmy) mógłby zaktywizować społeczeństwo do szerszego uczestnictwa w debacie publicznej.

Oczywiście mając na uwadze szybkość przepływu informacji i łatwość komunikacji, na cztery spusty należałoby zamknąć wynalazki typu Centrum Dialogu Społecznego, gdzie siada do rozmów polityk ze związkowcem, oraz dwoma innymi związkowcami. Taka dyskusja powinna toczyć się w internecie, wreszcie z udziałem ludzi. Ciekawe, czy byłby to dobry sposób na eliminację roszczeniowych postaw, jakie dominują najczęściej podczas "analogowej" manifestacji? Właśnie - może taka internetowa debata zastąpiłaby w ogóle wycieczki autokarów pod Sejm? Ale nie chodzi tylko o sieciową napinkę od wielkiego dzwonu. Przecież teraz też obywatel w sile 100 tysięcy ludzi może wnieść inicjatywę ustawodawczą. Raczej mam na myśli bieżące konsultacje. W międzyresortowych uzgodnieniach kasta urzędnicza ma okazję i szansę "ukatrupić" najsensowniejszy nawet projekt, jeżeli godzi on w jej interesy. Jako społeczeństwo jesteśmy więc często zakładnikami tej tłuszczy.

Uważam, że głos urzędnika nie może ważyć więcej, niż głos informatyka, handlowca, czy instruktora pływania. Jeżeli nie mają oni szans wyrazić swojego zdania na etapie powstawania aktu prawnego (bo np. nie przyjadą w sile kilkudziesięciu tysięcy na Wiejską z kilofami) to trzeba im to umożliwić. Myślę, że w tym celu najlepsza będzie w przyszłości sieć. Do tego czasu powinniśmy oswajać się z możliwością opisywania rzeczywistości (w sieci, a jakże). Być może przyjdzie czas, że będziemy ją niemal bezpośrednio tworzyć.
niedziela, 13 kwietnia 2008
Onet informuje, że krakowska policja zatrzymała bezdomnego który próbował ugodzić nożem kierowcę. Kierowca nie zgodził się, aby ten umył mu szyby na rondzie Matecznego.

Napastnikiem okazał się być niejaki Salvatore Jurkowski, autor m.in. Wiadomości24. Jako bezdomny korzystał z kafejki internetowej, w której zresztą redakcja Wiadomości24 wykupiła mu abonament na nocne godziny. Pisał artykuły o bezdomności. W grudniu brał udział w konkursie BBC na spełnienie bożonarodzeniowego życzenia. Marzyła mu się przyczepa campingowa, ale życzenia nie udało się spełnić. Apelował do Sejmu o zmianę przepisów dotyczących stałego zameldowania (nota bene skamielinę pozostałą po poprzedniej epoce, nad której wyeliminowaniem pracuje podobno jeden z posłów PO, o czym pisał wczorajszy Dziennik). Jako autor portalu dziennikarstwa obywatelskiego doczekał się reportaży na swój temat m.in w Polityce i Dzienniku Zachodnim.

Zaskoczenia wydarzeniem nie kryje redaktor naczelny portalu Wiadomości24 Paweł Nowacki. W swoim artykule zadaje pytanie, czy redaktorzy i czytelnicy Wiadomości24 zrobili dostatecznie dużo, aby pomóc Salvatore Jurkowskiemu?

Ale czy można zrobić coś dla człowieka, którego argumentem jest nóż?

Uważam, że postać Salvatore Jurkowskiego, jego sytuacja i artykuły, to mógł być dobry powód do dyskusji na temat wykluczenia bezdomnych ze społeczeństwa. Dyskusji która "wyszła" ze środowiska dziennikarzy obywatelskich. I od samego bezdomnego. Nie znam osobiście Salvatore Jurkowskiego. Ale czytając jego teksty miało się wrażenie obcowania z wrażliwym człowiekiem. Oczywiście nic nie usprawiedliwia jego czynu. Za usiłowanie zabójstwa grozi mu kara dożywotniego więzienia. Czasami w takim momencie warto, cytując szczecińskiego rapera Łonę - "mieć wątpliwość". Naturalnie w dyskusji jaka toczy się obecnie na forum Wiadomości24 to uczucie dominuje. Czy podobnie jak w sprawie głodowej śmierci Rumuna Claudiu Crulica w polskim zakładzie karnym z kategorycznymi ocenami należy zaczekać na opinie biegłych? Niestety, wydaje mi się, że sprawa ataku z nożem w ręku na kierowcę (nawet jeśli ten także dopuścił się "rękoczynu") jest nie do obrony.

Salvatore Jurkowski mógł być inicjatorem dyskusji na temat bezdomności i sytuacji bezdomnych w Polsce. Wydaje się jednak, że ostatecznie pogrzebał swym czynem szansę na taką dyskusję. Teraz należy już tylko trzymać kciuki za zdrowie zaatakowanego kierowcy i sprawiedliwy proces oraz adekwatną do popełnionego czynu karę dla Salvatore Jurkowskiego.

Zadaję też sobie pytanie, czy rzeczywiście internet jest tak wspaniałym medium, w którego współtworzeniu może brać udział każdy? Z pewnością. Ale nie każdy powinien, lub jest przygotowany na szerszą obecność w sieci. Myślę, że to jednak kwestia psychiki (Salvatore Jurkowski miał jak pisze Onet "kryminalną przeszłość"). Utrata zaufania i zawód postępowaniem Salvatore Jurkowskiego z pewnością nie przyspieszą szybszej aktywizacji wykluczonych dziś ze społeczeństwa ludzi. Nawet jeżeli da się im możliwość mówienia o swoich sprawach w internecie.
czwartek, 10 kwietnia 2008
W poniedziałek oficjalnie wystartował portal Polska XXI. Jest to inicjatywa "trzech tenorów" (czy to Wam czegoś nie przypomina?) w postaci Rafała Dutkiewicza (prezydent Wrocławia), Kazimierza Ujazdowskiego (ex PiS), oraz Jana Rokity (jeszcze PO, chociaż tak jakby ex PO), którzy prowadzą w ramach portalu swoje blogi. Z założenia i z nazwy ma być to "portal poświęcony polskiej polityce", gdzie bez zabiegów PR toczyć się będzie rzeczowa dyskusja o kluczowych dla Polski sprawach. Cenna inicjatywa. Tym bardziej, że panowie jako pierwsi w polskim światku politycznym "startują" w internecie.

Fachowcy już okrzyknęli Polskę XXI zalążkiem nowej partii politycznej. Twórcy portalu się wypierają, ale przecież nie po to go założyli, żeby sobie ot tak, popisać na blogach. To może znaczyć zarówno tyle, że rzeczywiście chcą wsłuchać się w głos obywateli i sformułować jasny program, albo tylko tyle, że zorientowali się iż start i obecność w internecie to obecnie elementarz i w ten sposób zamierzają zbić kapitał polityczny. Kibicuję tej pierwszej drodze bo nie ukrywam, że moim zdaniem przydałoby się na scenie politycznej nowoczesne, "lekkie" ideowo i skupiające się raczej na czynach niż słowach środowisko pragmatycznych fachowców z terenu. O ile tacy wejdą na przyszłe listy wyborcze.

Tego typu swoisty think-tank to dobry początek. No właśnie, a jak Polska XXI zamierza słuchać obywateli? Jakkolwiek cenię publicystykę Jadwigi Staniszkis czy Rafała Ziemkiewicza, nie sądzę, aby rzeczywiście byli na tyle "gorącym" dodatkiem do "trzech tenorów", żeby uczynić z Polski XXI cenną dla budowania społeczeństwa obywatelskiego, które uczestniczy w procesie tworzenia polityki, inicjatywy. To już było - kto chce, to z jednej strony może komentować bloga Joanny Senyszyn, a z drugiej Janusza Korwin-Mikke. Koncepcje wolności w liberaliźmie, czy konserwatywny instytucjonalizm, to są tematy które zainteresują z pewnością studentów politologii, ale czy przeciętnego obywatela? Głosami samych studentów nie osiągnie się satysfakcjonującego wyniku w wyborach. Jeżeli Polska XXI naprawdę myśli o czymś więcej i zamierza być w przyszłości masowym ugrupowaniem "nowej generacji" (w końcu to "XXI" zobowiązuje), MUSI jeszcze bardziej oddać głos obywatelom.

Moim zdaniem zawodowi publicyści portalu powinni inicjować dyskusje, proponować tematy bez stawiania jasnych diagnoz. Każdy obywatel powinien mieć możliwość złożenia czegoś w rodzaju interpelacji, którą następnie będą opracowywać zawodowcy i ewentualnie proponować rozwiązania. Poza tym każdy powinien mieć możliwość bycia autorem, a nie tylko komentatorem. Taka "praca u podstaw" miałaby sens i byłaby rzeczywiście czymś świeżym. Byłby to znak rzeczywistej współpracy między obywatelem, a rządzącymi i prawdziwy przejaw uczestniczenia w debacie toczonej w ramach demokracji przedstawicielskiej.

Trzeba przyznać, że ani Jan Rokita, ani Kazimierz Ujazdowski to nie są politycy nowi. Polska XXI powinna więc skupić się na treści płynącej od ludzi. Dała by tym samym wyraz szacunku dla głosu młodego pokolenia o którego konieczności uczestnictwa w debacie publicznej sama wspomina. Oczywiście, nie każdy będzie debatował nad kształtem reformy Konstytucji, czy całościowych rozwiązań w służbie zdrowia. Od tego są fachowcy. Ale internet jest takim medium, w którym sucha treść płynąca z ust autorytetów zdecydowanie nie wystarczy. Nawet jeżeli istnieje możliwość skomentowania ich słów. Przyszłe, nowoczesne środowisko polityczne które powiedziało A i poczuło internet, musi powiedzieć B i poczuć jego odbiorców - internautów. W dobie blogów, dziennikarzy obywatelskich - w dobie globalizacji, zmian technologicznych i szybkiego przepływu informacji, obywatel coraz częściej jest aktywnym uczestnikiem i współtwórcą mediów, a pośrednio i polityki. Czas biernych odbiorców, przynajmniej w internecie, definitywnie się skończył. Twórcy portalu musieli to wiedzieć, kiedy wchodzili do internetu ze swoją koncepcją portalu.

Polska XXI będzie musiała nauczyć się balansować pomiędzy "lekką" formą debaty z udziałem obywateli, a twardą grą polityczną w celu rzeczywistego zaistnienia na scenie.
poniedziałek, 07 kwietnia 2008
Serwis dziennikarstwa obywatelskiego Wiadomości24 podpisał umowę o współpracy z redakcją bezpłatnej, codziennej gazety Echo Miasta, poinformował redaktor naczelny Wiadomości24 Paweł Nowacki. Echo Miasta ukazuje się w poniedziałki i czwartki w siedmiu największych miastach Polski: Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi, Katowicach, oraz Trójmieście.

Na podstawie zawartej na razie do końca czerwca umowy, najlepsze materiały dziennikarzy obywatelskich publikujących w Wiadomościach24 trafiać będą na łamy Echa Miasta. Gazeta będzie ponadto płacić autorom honoraria pod warunkiem, że ich tekst trafi na okładkę, lub będzie stanowił inspirację do napisania takowego materiału przez redakcję. Honorowane mają być tylko unikalne newsy. Oznacza to, że za świetną relację z miejsca wypadku dziennikarz obywatelski będzie mógł otrzymać wynagrodzenie, ale za tak samo dobry poradnik np. na temat rozliczeń podatkowych, który trafi do innego działu, już nie.

Nie zmienia to jednak faktu, że umowa ta daje dziennikarzom obywatelskim szansę na promocję własnej osoby. Echo Miasta zyskuje bowiem prawo do publikacji materiału, oraz podpisuje go imieniem i nazwiskiem autora. Mając na uwadze fakt, że tytuł wychodzi w dużych aglomeracjach miejskich, szanse na zauważenie dobrego dziennikarza obywatelskiego aspirującego do pracy w tradycyjnych mediach drastycznie wzrastają.

Pierwszym autorem którego tekst opublikowało Echo Miasta jest Marta Jurczak. W dzisiejszym wydaniu gazety pojawił się jej, skądinąd bardzo dobry tekst p.t. "Wyróżnij się albo zgiń!".
piątek, 04 kwietnia 2008
Z inicjatywy Marcina Jagodzińskiego, Kuby Filipowskiego
i Bartka Raciborskiego powstała akcja Linkujmy.

Warto ją wesprzeć nie tylko z powodów zawartych z manifeście. Poza wzbogacaniem wpisu, poszerzaniem zakresu wiedzy i ułatwiania życia przeglądarkom czy innych technicznych aspektów tworzenia uporządkowanej, hipertekstowej sieci, linkowanie do źródła jest po prostu uczciwe.

To ważny aspekt szczególnie dla dziennikarzy obywatelskich. Jak wspomniałem w poprzednim wpisie odnosząc się do trzeciej zasady Mariusza Szczygła, sprawdzenie wiarygodności informacji to podstawa. Dodam, że także z powodów prawnych. Kiedy już informujemy, wspominajmy o naszym źródle. A w miarę możliwości jak najwięcej linkujmy.

Przestrzegajmy prawa, twórzmy uporządkowaną sieć i dobre obyczaje.

LINKUJMY! - akcja
hipertextowa
czwartek, 03 kwietnia 2008
Przeprowadzając kiedyś rozmowę z reporterem "Gazety Wyborczej" Mariuszem Szczygłem zapytałem go o przyszłość i sens dziennikarstwa obywatelskiego. Stwierdził wówczas, że jest fanem tej formy dziennikarstwa, oraz że wszelkie inicjatywy dziennikarskie tworzone poza wielkimi koncernami są bardzo cenne. Wspomniał wówczas także o konieczności stosowania się przez dziennikarzy obywatelskich do trzech zasad. Są to:

1. Pierwsza - nie nudzić.
2. Druga - nie krzywdzić.
3. Trzecia - nie kłamać.

Przyznacie, że to dosyć prosta klasyfikacja. Ale w stosowaniu się do tych trzech zasad zamyka się właściwie dobre dziennikarstwo obywatelskie. Jeżeli ktoś zamierza jakkolwiek informować o czymkolwiek i gdziekolwiek (na portalu dziennikarstwa obywatelskiego, na blogu, w innym lokalnym medium), powinien je sobie od razu na wstępie wziąć do serca.

Wiem, że teraz zaczynam pracować na miano mądrzącego się buca o ambicjach bycia guru, ale pozwólcie, że odniosę się do tych trzech rad i opiszę krótko jak ja je rozumiem ;-).

Na początek - nie nudzić. Cóż, nawet najlepszy news można "położyć" jeśli nie zaprezentuje się go odpowiednio ciekawie. Własny styl dziennikarza obywatelskiego jest moim zdaniem równie ważny jak znajomość zasad ortografii. Dziennikarstwo obywatelskie jest specyficzną formą informowania. Dziennikarz obywatelski nie jest poważnym panem w garniturze i z mikrofonem stacji, który pojawia się "w okienku" o ustalonej godzinie. Jeżeli nie piszemy akurat relacji z wypadku, warto wprowadzić do tekstu trochę luzu. Informacje "obywatelskich" zamieszczane w sieci czytają głównie inni internauci. Których całkiem spora ilość również może być "obywatelskimi". Nutka ironii czy nienachalne i raczej lekkie mrugnięcie okiem do czytelnika jest nawet wskazane. Mamy się przede wszystkim szybko i sprawnie informować, a nie ścigać, kto lepiej będzie udawał profesjonalnego redaktora. Dobrym przykładem może być tutaj taka jak ta relacja z branżowej imprezy. Oczywiście jak w życiu - nie przesadzajmy.

Po drugie - nie krzywdzić. Nie ma większego obciachu dla dziennikarza obywatelskiego, jak wylewanie żali czy wyrównywanie swoich osobistych rachunków za pośrednictwem newsa czy artykułu. Co z tego, że nie lubimy dyrektora naszej byłej podstawówki? Prawdopodobnie pożar w szkole miał miejsce nie z jego winy. Nie musimy od razu wyrzucać w tekście, że "nie dopilnował", że "odpowiada za" etc. Podobnie jeżeli relacjonujemy paradę równości, lub paradę normalności to - bez względu na poglądy w tę czy inną stronę - komentarze zostawmy na później i wyrzućmy je z siebie np. na osobistym blogu. Największym grzechem jest bowiem wartościowanie w tekście, który powinien być czystym newsem. Tej czystości informacyjnej powinien się trzymać dobry dziennikarz obywatelski. Poza tym wartościowanie często prowadzić może do tabloidyzacji newsa.

Z tym wiąże się trzecia, ostatnia zasada - nie kłamać. Nie chodzi tu tylko o pokusę pospolitego "bujania" w tekście. Informację należy przede wszystkim potwierdzić w możliwie największej liczbie źródeł. Dziennikarz obywatelski nie może sobie pozwolić na niesprawdzone informacje. W internecie nie ma możliwości napisania sprostowania. Weryfikatorami są na bieżąco czytelnicy. Jeżeli raz okaże się, że pisaliśmy bzdury, łatka mitomana pozostaje zazwyczaj na długo. Jest też niemal pewne, że przy najbliższym potknięciu zostanie nam wyrzucone poprzednie.

A wszystkie trzy zasady razem wzięte można by zamknąć jednym cytatem z Ryszarda Kapuścińskiego - "Każdy dziennikarz powinien być przede wszystkim dobrym człowiekiem".