Zobacz mnie na GoldenLine

Jestem Profeo

darmowe liczniki

niedziela, 31 sierpnia 2008
Blog Day 2008

Wiadomo, dzisiaj Blog Day. Każdy zainteresowany wie o co chodzi, albo może się dowiedzieć odwiedzając stronę całej akcji. Przejdźmy więc do rzeczy. Polecam od siebie następujące blogi:

Buzz Machine - Blog Jeff'a Jarvis'a. O nowych mediach, o dziennikarstwie obywatelskim, o przyszłości informacji. Bardzo ciekawe, analityczne spojrzenie na wiele spraw. Cholernie wciągający w tematykę.

Klocki Lego dla dorosłych - jestem z pokolenia klocków Lego kupowanych jeszcze w Pewexie. Którz z nas nie bawił się Lego? Kawał dzieciństwa. Dopóki nie odwiedziłem tego bloga po raz pierwszy, nie sądziłem, że istnieje tak prężna "scena" tzw. AFOL'i, czyli dorosłych fanów Lego. Cuda ludzie wyczyniają.

Polygamia - chyba najlepiej w tej części Europy poinformowany blog z dziedziny wspaniałej rozrywki, jaką są gry komputerowe. Linkują do niego najwięksi blogowi i nie tylko gracze w tym temacie na świecie. Pogrywasz? Czytaj Polygamię.

USA2008 - blog na czasie. Opisuje kampanię prezydencką w USA. Jeśli kogoś interesuje, jak "robi się" profesjonalną politykę lub po prostu lubi być na bierząco z dobrym serialem telewizyjnym p.t. Kampania prezydencka w USA - polecam. Jest to też po części blog o tym, co Nas czeka w Polsce za jakiś czas. Dobrze wiedzieć i być przygotowanym ;)

Świat Inaczej - "blog o zagranicy - ale dalekiej. Indie, Chiny, Brazylia, Bangladesz, Pakistan, Nepal i inne". Ciekawe spojrzenie na sprawy regionów, które czasami wydaja się nam odległe geograficznie. Ten blog dowodzi, że w dobie globalizacji są nam jednak niezwykle bliskie. Autor zamieszcza od czasu do czasu autorskie filmy, co jest sporym plusem tego bloga.
piątek, 22 sierpnia 2008
Zacznę może od tego, że wczoraj na Blipie uciąłem sobie z Markiem Millerem krótką "dyskusję" na temat dziennikarstwa obywatelskiego. Oto jej zapis:
  • mmiller: Definicja dziennikarza obywatelskiego? freelancer bez pensji. Dobre.
  • mmiller: Lepsze: ktoś, kto chce mieć przywileje dziennikarza, ale bez obowiązujących dziennikarza zasad i odpowiedzialności poprzez dodanie przymiotnika 'obywatelski'
  • mmiller: Nie mam nic do dziennikarstwa obywatelskiego. Po prostu chwytliwy slogan.
  • matesky: albo ktoś, kto nie chce zrzeszać się w bzdurnych i nie na te czasy stowarzyszeniach dziennikarzy oceniających, kto jest dziennikarzem, a kto nie ;]
  • mmiller: słuszna uwaga... Poza tym, być może to idealistyczne, ale ja wciąż uważam, że dziennikarstwo nie jest wykonywanym zawodem. Taka misyjność :)
  • mmiller: i nadal dziennikarz obywatelski pozostaje dla mnie pustym sloganem
  • matesky: no właśnie, dziennikarstwo to wolny zawód, a obywatelskie? bardziej wolny? :) od regulaminów, gdzie jedynym kryterium oceny są opinie czytelników?
  • mmiller: Gdzie się kończy dziennikarstwo obywatelskie?
Po czym Marek oczywiście wyjaśnił w stosownym wpisie, gdzie kończy się dziennikarstwo obywatelskie. Zastanawia się w nim, czy aby tradycyjnego dziennikarza, nie różni od obywatelskiego tylko fakt pobierania stałej pensji? Przytacza przykład serwisu dziennikarstwa obywatelskiego Allvoices, który zwodzi ochotników możliwością zarobku za publikowane teksty (przypomnę, że nasze Wiadomości24 też płacą za newsy). Nie uważam takiego działania za przekłamanie idei dziennikarstwa obywatelskiego czy coś podobnego, wręcz przeciwnie. Marek uważa jednak, że pobierający kasę za teksty amatorzy nie powinni nazywać się już dziennikarzami obywatelskimi, gdyż "ich cel ulegnie zmianie - z chęci bycia usłyszanym na chęć zarobienia paru groszy".

Komentujący ten wpis Maciek Lewandowski również zgadza się ze stanowiskiem autora
i twierdzi, że dziennikarz obywatelski "pisze w celu informowania innych, a nie w celu zarabiania pieniędzy".

Cóż, mam inne zdanie.

Według mnie należało by się zastanowić nie nad tym, gdzie kończy się dziennikarstwo obywatelskie. Raczej nad tym, gdzie się zaczyna. W tym celu pogrzebałem w sieci w poszukiwaniu interesujących mnie materiałów i pokusiłem o ułożenie definicji dziennikarza obywatelskiego.

Zacząłem od świetnego wpisu Dan'a Gillmor'a na Center for Citizen Media Blog p.t. Skąd wziął się (termin) "dziennikarz obywatelski"? Już na wstępie Gillmor stwierdza, że jest to wielkie pytanie i nie ma na nie równie wielkiej odpowiedzi. Po czym opowiada, jak puścił "tweet" na Twitterze z powyższym, w oczekiwaniu na informację zwrotną. Zdaniem Gillmor'a dziennikarstwo obywatelskie to przede wszystkim działanie dla dobra społeczności lokalnej (nie ma mowy o tym, czy za pieniądze, czy nie, chociaż dalej pada termin dziennikarstwa społecznego).

Gillmor datuje jego początek na końcówkę lat '80 ubiegłego stulecia i stwierdza, że jest efektem epoki cyfrowej. Postępująca "demokratyzacja mediów", coraz szerszy dostęp do narzędzi ich tworzenia (blogi są jednym z pierwszych i najpotężniejszych!) tworzy nowe stosunki na linii media-obywatel. Obywatel zaczyna uczestniczyć w tworzeniu mediów. Oczywiście nie każdy, chociaż Oh Yeon Ho, założyciel koreańskiego OhMyNews, pionier w dziedzinie internetowego dziennikarstwa obywatelskiego twierdził, że "każdy obywatel jest reporterem". Generalnie jednak chodzi o to, że każdy obywatel ma możliwość bycia częścią wielkiego medialnego ekosystemu.

Jeff Jarvis na BuzzMachine przytacza "najkrótszą" definicję dziennikarstwa obywatelskiego w wykonaniu Jay'a Rosen'a: kiedy ludzie, którzy dawniej byli bierną publicznością, wchodzą w posiadanie narzędzi do tej pory dostępnych dla prasy i zaczynają się za ich pomocą informować, stają się dziennikarzami obywatelskimi. Celne.

W innym poście Gillmor'a pojawia się m.in. problem "połączenia" dziennikarzy pracujących w dużych mediach z lokalnymi społecznościami. Czy są one wystarczające? A czy są one wystarczające u nas, w Polsce?

Moim zdaniem media po wielu tematach ledwie się ślizgają. Takie programy jak "Prosto z Polski" w TVN24 poruszają lokalne problemy, ale to zaledwie czubek góry lodowej. Nikt nie zna często-gęsto chorych sytuacji wynikających z istnienia skostniałych struktur lokalnej władzy lepiej, niż miejscowi. Żaden korespondent nie zajmie się tymi tematami lepiej niż lokalne, wyrastające ostatnio jak grzyby po deszczu lokalne portale, tworzone z reguły przez amatorów z zacięciem do społecznej kontroli. I te portale, szczególnie w mniejszych miastach, szybko stają się pełnoprawnym uczestnikiem lokalnej, medialnej gry. Coraz częściej też dobrym początkiem przy drążeniu jakiejś lokalnej sprawy przez duże media, jest zwrócenie się o pomoc do takich lokalnych portali. Swoisty pomost. Nie muszą od razu "łykać" tego, co pisze i uważa miejscowa ludność. Ale mają rozeznanie w temacie.

W efekcie i tak najlepsi dziennikarze obywatelscy, czy tego chcą, czy nie, będą trafiać do dużych mediów jako lokalni sprawozdawcy. Duże media będą przeciągać ich treści, a nawet ich samych. Lokalne portale "opowiadając historie" z własnych podwórek mimowolnie będą wychodzić z tej roli, wrastać w medialny ekosystem. Argument przeciw? Amatorzy mają za nic zasady etyki i rzetelności dziennikarskiej. Ale tu również działa selekcja naturalna. Najbardziej rzetelni, przejrzyści i fachowi przetrwają.

W tym momencie pojawia się poruszona na początku kwestia płacenia za materiały. Zdaniem Gillmor'a, duże media zechcą wypełnić luki w terenie po prostu płacąc lokalnym mediom za ich informacje. Moim zdaniem jest to tak oczywiste, że nie ma sensu zastanawiać się, czy przymiotnik "obywatelski" takim dziennikarzom jeszcze się należy, czy już nie.

Dziś natomiast natknąłem się w Wiadomościach24 na zaproszenie do udziału w konkursie Obywatel Reporter, gdzie stwierdzono, iż "dziennikarzem obywatelskim może być każda osoba, która jest uważnym obserwatorem i której bliska jest troska o jej społeczność i środowisko, w którym żyje. Mniejsza znaczenie ma, czy osoba taka potrafi pisać czy kręcić filmy - tego zawsze można się nauczyć! Ważniejsze jest to "coś", które powoduje, że widzi się więcej niż przeciętna osoba i chce się coś zrobić, żeby było lepiej".

Podsumowując, krótka definicja dziennikarza obywatelskiego mogłaby brzmieć:

Dziennikarzem obywatelskim jest osoba zainteresowana swoim lokalnym środowiskiem, informująca o jego sprawach z wykorzystaniem dostępnych narzędzi do publikacji tekstu, dźwięku i obrazu oraz szanująca prawo i zasady etyki dziennikarskiej, współpracująca z innymi dziennikarzami obywatelskimi, a także innymi mediami, w celu kontroli bądź przekształcenia tego środowiska.

Taka robocza wersja ;-). Jeśli chcielibyście coś dodać - to - poza komentarzami - zamiast "tweeta" puszczam "blipa" i pytam - gdzie zaczyna się dziennikarstwo obywatelskie? Kłamstwa, półprawdy i prawdy oczywiste zostaną spisane, opublikowane i poddane pod dyskusję ;-).
sobota, 09 sierpnia 2008
Sezon ogórkowy w pełni, więc będzie krótko i na luzie. Kilka miesięcy temu napisałem posta p.t. JK kocha internautów, który wywołał sporo szumu, bo przytoczyłem tam znane wszystkim słowa Jarosława Kaczyńskiego o "piwku i filmikach". Ostatnio natchnąłem się na Youtube na następujący "filmik" pochodzący z archiwum telewizji internetowej WPTV:

Jak widać na załączonym obrazku, nadal nie wszyscy doceniają zalety internetu. Jan Englert, to nie byle kto. Znany aktor, dyrektor teatru, a zatem rzec można - kwiat inteligencji.

Ten "filmik", to jest test na Waszą dorosłość. Czy dorośliście już do słuchania autorytetów? Jeśli tak, to weźcie sobie do serca jego słowa, wyłączcie sieć i idźcie na spacer. Ba, jeśli macie jakieś swoje "prywatne blogi", to pokasujcie wszystko w diabły! To źle działa na indywidualność. Żyjemy w podłych czasach. Wystarczy kliknąć i wszystko jasne.

Nie wiem, czy JE rzucił to ot tak, czy mówił na poważnie - ale jak to dobrze, że internet jest miejscem dla ludzi prostych, gdzie każdy może wyrazić swoje zdanie, założyć bloga, napisać newsa. Jakoś uspokaja mnie myśl, że nie mam do dyspozycji jedynie dwóch kanałów tv, które będą mnie na siłę edukować kulturalnie.

Być może niektórzy tęsknią...